Jak donosi World Press Review, w Tajlandii uzależniony od amfetaminy mnich buddyjski odbywający nowicjat przyznał się do zgwałcenia i zamordowania 23-letniej turystki z Wielkiej Brytanii. Ale to przestępstwo jest tylko jednym z „całej serii skandali” wywołanych ostatnio przez buddyjskich duchownych. „Oprócz coraz liczniejszych przestępstw kryminalnych, buddyzm jest toczony przez zachłanny materializm”. Jak to rozumieć? „Niektórzy mnisi dysponujący własnym kierowcą i limuzyną robią kokosowe interesy na sprzedawaniu amuletów”. W rezultacie „wystawia to na poważną próbę zaufanie ludzi do duchownych buddyjskich, otaczanych niegdyś wielką czcią”. We wspomnianej gazecie dodano jeszcze, że celem ograniczenia narkomanii wśród mnichów „w klasztorach utworzono ośrodki odwykowe”.

Z ocen Ministerstwa Sprawiedliwości USA wynika, iż każdego dnia popełnia się w tym kraju około 94 000 przestępstw. Ile to kosztuje obywateli? Jak zauważa Ed Rubenstein, analityk zajmujący się gospodarką, bezpośrednie koszty spowodowane utratą mienia — samochodów, gotówki czy biżuterii — wynoszą 20 miliardów dolarów rocznie. Należy jednak dodać do tego wydatki związane z egzekwowaniem prawa, utrzymaniem sądów, więzień oraz z systemami warunkowego zwalniania, podwyższające tę sumę do 100 miliardów dolarów. A ponieważ ofiary przestępstw często cierpią z powodu napadów lęku, wstrząsu emocjonalnego lub depresji, usiłują zwalczyć takie negatywne objawy w domu i nie idą do pracy. Zdaniem Rubensteina spowodowane tym straty z łatwością mogą podnieść „ogólne koszty ponoszone przez ofiary przestępstw” do „250 lub nawet 500 miliardów dolarów rocznie”.

W Petersburgu w Rosji „przestępstwa młodocianych stały się brutalniejsze i coraz częściej są popełniane rozmyślnie” — podaje gazeta The St. Petersburg Press. Na przykład w 1995 roku w pewnej szkole związano i śmiertelnie pobito 13-letniego chłopca, który właśnie zdał egzaminy na koniec roku. Rodzice i nauczyciele, zaniepokojeni przemocą w szkole, przyczynili się do utworzenia specjalnego kursu, który zaznajamia uczniów z „podstawowymi zasadami przetrwania”, a dziewczęta również z elementarnymi wiadomościami z zakresu medycyny. Na seminarium dla wykładowców kursu wyjawiono, że 25 procent uczennic szkół średnich w tym mieście uważa prostytucję za nieodłączny element życia Rosjan. Co więcej — jak podaje czasopismo Populi wydawane przez Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych — podobno w ciągu ostatnich pięciu lat wśród 17-letnich i jeszcze młodszych dziewcząt podwoiła się liczba aborcji.

Czasopismo Asiaweek informuje, że we Francji, Anglii i Tajlandii ostrzega się przed szkodliwymi chemikaliami stosowanymi do produkcji odzieży. Wiele tkanin zawiera formaldehyd — silny środek konserwujący, składnik barwników — który powoduje podrażnienia skóry i oczu oraz trudności w oddychaniu. Jak czytamy, pracownicy zakładów odzieżowych mogą mieć kłopoty ze zdrowiem, jeśli w miejscu pracy nie zapewni się im odpowiedniej wentylacji i wilgotności, a nabywcy nowych ubrań powinni przed założeniem je wyprać, żeby uniknąć przykrych objawów.

Co roku w marcu chmary motyli Danaus plexippus przelatują 800 kilometrów nad otwartym morzem, przenosząc się z Meksyku na nieduży kawałek wybrzeża w Luizjanie w USA. Później udają się na północ, niektóre aż do Kanady. W październiku tą samą trasą wraca do Meksyku już piąte pokolenie. Ale skąd owe motyle — mające mózg wielkości łebka od szpilki — wiedzą, gdzie lecieć? Ciągle pozostaje to tajemnicą. Jak donosi gazeta Enterprise-Record, wydawana w Chico w stanie Kalifornia, zdaniem znawcy motyli dra Gary’ego Noela Rossa owady prawdopodobnie kierują się zmianami pola magnetycznego. Pozostaje kłopotliwe pytanie: W jaki sposób przez pięć pokoleń motyle przekazują sobie plan trasy powrotnej? „To jest tak skomplikowane, że przechodzi wszelkie wyobrażenie” — oświadczył dr Ross.

Według sondażu przeprowadzonego we Włoszech dla Stowarzyszenia Małych Wydawnictw w ciągu ostatniego roku 80 procent Włochów „w ogóle nie otworzyło książki, a jeśli nawet to zrobiło, nie pamięta ani tytułu, ani autora”. Tradycyjnie na zachowanie i życie Włochów bardziej oddziałują wrażenia wzrokowe, odbierane na przykład za pośrednictwem telewizji, niż czytanie — informuje rzymski dziennik La Repubblica. „Włosi nie czytają i nie mają najmniejszego pojęcia, że tracą coś ważnego”. Jak wykazał sondaż, wielu Włochom czytanie książek kojarzy się z „nieumiejętnością nawiązywania ‚ciepłych’ stosunków międzyludzkich” i z „brakiem werwy”. Osoby nie lubiące książek „są przekonane, iż czytanie jest tylko stratą czasu”, ?zajęciem dla staruszków’, a nawet nazywają je „powolnym umieraniem”.